Rok 2026 przynosi europejskiemu rynkowi stali mieszankę ostrych regulacji i niepewnej koniunktury. CBAM, nowe limity importowe i drożejące emisje zmienią ceny, logistykę oraz strategie zakupowe szybciej niż realny popyt.
Nowe reguły gry na granicy
W 2026 europejski rynek stali wchodzi w fazę, w której o konkurencyjności coraz częściej decyduje nie tylko cena bazowa, lecz także „koszt regulacyjny” przypisany do pochodzenia i śladu węglowego produktu. Kluczowym punktem zwrotnym jest pełne uruchomienie mechanizmu CBAM od 1 stycznia 2026 r., który ma przenieść część kosztów emisji na import.
Komisja Europejska domknęła zestaw benchmarków i tzw. wartości domyślnych emisji, od których zależy wysokość opłat, jeśli importer nie przedstawi wiarygodnych danych o rzeczywistych emisjach. To właśnie rozstrzał tych wartości między krajami eksportującymi tworzy nową mapę opłacalności dostaw do UE.
CBAM i przesunięcie kierunków importu
Najbardziej dotkliwe są wysokie wartości domyślne dla części dużych dostawców wyrobów płaskich i półwyrobów. Dla przykładu, w przypadku chińskich slabów podniesiono wartość domyślną do 3,167 tCO₂e/t, co przekłada się na ok. 144 euro za tonę w opłatach CBAM. Dla gorącowalcowanej blachy w kręgach z Indii i Indonezji szacunki kosztów sięgają 200–600 euro za tonę, co w praktyce może skasować przewagę niskiej ceny materiału.
Mechanizm ma dodatkowo „narastający” charakter: przewidziane są roczne narzuty – 10% w 2026 r., 20% w 2027 r. i 30% od 2028 r. Oznacza to, że kraje z wysokimi wartościami domyślnymi będą z roku na rok tracić atrakcyjność, o ile nie zbudują systemów raportowania rzeczywistych emisji. W efekcie europejscy kupujący będą preferować pochodzenia z niższymi wartościami domyślnymi, dostawców zdolnych do weryfikacji emisji oraz technologie „czystsze” – np. produkcję w piecach elektrycznych opartych o złom.
Nowy reżim handlowy i cięcie kontyngentów
CBAM nie działa w próżni. Równolegle UE przygotowuje nowy reżim handlowy, który ma zastąpić dotychczasowe środki ochronne. Propozycja zakłada redukcję bezcłowych kontyngentów importowych o ok. 47% oraz podniesienie stawki cła na import ponad limit do 50% (z 25% obecnie). W praktyce oznaczałoby to dopuszczenie ok. 18,3 mln ton stali rocznie bez cła – wyraźnie mniej niż sugerowałyby ostatnie wolumeny napływu.
Planowane wejście w życie nowych zasad jest wiązane z połową 2026 r. (wskazywano 1 lipca), gdy wygasają obecne zabezpieczenia. Dla rynku wyrobów płaskich to potencjalnie silny impuls do zacieśnienia podaży w kluczowych gatunkach, wzrostu cen „w kontyngencie” i większego uzależnienia od dostaw z europejskich hut.
Antydumping i administracja jako bariera
Do tego dochodzi gęstniejąca siatka postępowań antydumpingowych. Nałożono ostateczne cła antydumpingowe na część wyrobów gorącowalcowanych z Egiptu, Japonii i Wietnamu, a także uruchomiono dochodzenie dotyczące wyrobów zimnowalcowanych m.in. z Indii, Japonii, Tajwanu, Turcji i Wietnamu. Wprowadzono również procedury rejestracji importu, które otwierają drogę do retroaktywnego naliczania ceł za wcześniejsze okresy, jeśli dumping zostanie potwierdzony.
W rezultacie import do UE staje się nie tylko droższy, ale też bardziej ryzykowny i obciążony biurokracją. Dla wielu firm barierą nie jest już sama marża, lecz niepewność: czy koszty CBAM zostaną ostatecznie rozliczone według wartości domyślnych, czy według danych rzeczywistych, oraz czy dany strumień towaru nie zostanie objęty dodatkowymi cłami.
Ceny rosną, ale popyt nie daje paliwa
Paradoks 2026 r. polega na tym, że presja cenowa może wynikać głównie z regulacji, a nie z ożywienia realnej konsumpcji. Prognozy branżowe mówią o jedynie umiarkowanym wzroście pozornego zużycia stali w 2026 r. – rzędu 3% – przy jednoczesnym spadku w 2025 r. o 0,2% do ok. 128 mln ton. To wciąż poziomy wyraźnie poniżej okresu sprzed pandemii.
Rynek może więc doświadczać wzrostów cen przy jednoczesnym braku „boomu” w zamówieniach końcowych. Taka konfiguracja sprzyja strategii wyczekiwania: firmy utrzymują wyższe zapasy, ograniczają import, a decyzje zakupowe uzależniają od tego, jak szybko ustabilizują się zasady rozliczania CBAM i jak restrykcyjny okaże się nowy system kontyngentów.
Koszt emisji i dylemat europejskich hut
Regulacje mają chronić europejskich producentów, ale nie rozwiązują ich podstawowego dylematu: zwiększenie wykorzystania mocy wytwórczych może oznaczać wyższe emisje, a więc wyższe koszty uprawnień. Pod koniec 2025 r. ceny pozwoleń na emisję CO₂ oscylowały wokół 80–85 euro za tonę, a na 2026 r. oczekiwano poziomów powyżej 100 euro. W takich warunkach każda dodatkowa tona produkcji w tradycyjnych technologiach może istotnie podnosić koszt krańcowy.
To rodzi pytanie, czy europejskie huty – nawet przy ograniczonym imporcie – będą skłonne szybko podnosić produkcję z okolic 70% wykorzystania mocy. Jeśli nie, rynek może wejść w fazę napięć podażowych, w której ceny rosną szybciej niż realna aktywność przemysłowa.
Energia, sieci i konkurencja o czysty prąd
W tle pozostaje energia: bez trwałego spadku kosztów prądu i rozbudowy infrastruktury sieciowej dekarbonizacja będzie drogą przez mękę. Komisja Europejska ma przedstawić plan elektryfikacji w I kwartale 2026 r., a wcześniej zapowiedziano pakiet modernizacji sieci elektroenergetycznych. Branża stalowa wskazuje, że dziś zużywa ok. 75 TWh energii elektrycznej rocznie, a projekty niskoemisyjne mogą wymagać ok. 165 TWh bezemisyjnego prądu oraz ok. 2,1 mln ton zielonego wodoru rocznie do 2030 r.
Jednocześnie rośnie konkurencja o czystą energię ze strony centrów danych, które już w 2024 r. miały zużywać ok. 70 TWh. To podwójny sygnał dla stali: z jednej strony presja na dostępność zielonego prądu, z drugiej – potencjalny impuls popytowy, bo boom inwestycyjny w infrastrukturę cyfrową oznacza dodatkowe zapotrzebowanie na materiały.
Dekarbonizacja weryfikowana przez rachunek ekonomiczny
Najbardziej wymagającym testem 2026 r. będzie jednak opłacalność technologii przejściowych, zwłaszcza ścieżki DRI-EAF opartej o wodór. W Europie prąd dla przemysłu bywa wyceniany powyżej 100 euro/MWh, podczas gdy w wielu regionach świata to 30–50 euro/MWh. Do tego dochodzą ceny zielonego wodoru raportowane na poziomie ok. 5–8 euro/kg.
Skala jest bezlitosna: pojedynczy moduł DRI o mocy ok. 2 mln ton rocznie może potrzebować ok. 140–150 tys. ton wodoru rocznie. Przy obecnych cenach paliwa i energii koszty wytopu stają się trudne do obrony, co już skłania część producentów do rewizji planów inwestycyjnych, opóźnień lub ograniczania ambicji do samych pieców elektrycznych.
Co z tego wynika dla rynku w 2026
W 2026 r. europejska stal będzie funkcjonować w warunkach „potrójnego ścisku”: CBAM podniesie koszt importu zależnie od pochodzenia i danych emisyjnych, nowy reżim handlowy ma ograniczyć wolumeny, a antydumping zwiększy ryzyko prawne i finansowe. To sprzyja wzrostowi cen i przesunięciu zakupów w stronę dostaw krajowych, ale nie gwarantuje poprawy kondycji sektora, jeśli popyt pozostanie letni.
Największym wyzwaniem będzie spójność polityki: ochrona rynku i dekarbonizacja mogą się wzajemnie wzmacniać, ale równie łatwo mogą zderzyć się z realiami kosztów energii, dostępności zielonego prądu i tempa inwestycji. Jeśli te elementy nie zostaną zsynchronizowane, 2026 r. może okazać się rokiem, w którym regulacje zmieniają handel szybciej, niż gospodarka jest w stanie wygenerować stabilny popyt na stal.
Tekst źródłowy: Perfect storm for EU steel: five things to watch in 2026 – EUROMETAL
